Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 września 2015

423. mały klasyk

ryż parboiled z jabłkiem, cynamonem, siemieniem lnianym i serkiem wiejskim



Stan, w jakim aktualnie się znajduję, trochę mnie już przytłacza, bo staram się i staram, a tu nic-waga po tygodniu pokazuje zaledwie 100g mniej. W takich chwilach tracę motywację zamiast ją zyskać i po prostu zawalam wszystko jak leci. Tak się cieszę na te chłodne dni, kiedy będę mogła zakryć się pod warstwą ubrań, które notabene będę musiała zakupić, gdyż ciało nie raczy wejść już w rozmiar 34. Co się ze mną porobiło..

czwartek, 3 września 2015

420. pobiegowe placki

Dociera do mnie, że to powoli koniec wolnego i chcę korzystać maksymalnie. Długie spacery, sprawdzanie siebie, ale również słodkie lenistwo, na które niebawem nie będzie czasu. Sporo się zmienia, głównie w mojej psychice. Staję się bardziej świadoma, dojrzała, a odkrywam to w nietypowych okolicznościach. Tak jak np. podczas biegania, które kiedyś było czymś, co MUSZĘ zrobić, po czym MUSZĘ być padnięta i niezdolna przez najbliższe godziny do normalnego funkcjonowania. Aktualnie robię to przede wszystkim dla siebie, w swoim truchtowym tempie (nie, nie potrzebuję już gnać z prędkością ok. 12-13km/h). Czuję, jak dotleniam komórki, uważnie stawiam stopy, by unikać kontuzji, całość taka przemyślana i z troską o organizm.. dobrze mi z tym ;)

delikatne orkiszowe placki cynamonowe polane maślanką


-45g mąki orkiszowej
-duże jajko
-100g maślanki
-cynamon
-słodzidło
Białko ubić na sztywną pianę, resztę składników wymieszać, dodać białko, smażyć pod przykryciem :)

sobota, 22 sierpnia 2015

418. stres

Czyjeś problemy są moimi problemami, czyjś stres odczuwam równie intensywnie. Mało snu i zajadanie to moje "radzenie" sobie ze stresem. Wszystkie postanowienia poszły się chrzanić, woda w organizmie się zbiera nieustannie (dobra, nie tylko ona), a ja muszę niebawem wybrać się do sklepu po ciuchy w nowym rozmiarze. Myśli krążą wokół pytania "co dalej?", a najgorsze jest to, gdy można tylko biernie czekać, czekać i czekać....

Ale ale. Jutro się widzimy i mam nadzieję, że zła passa mnie opuści i chociaż dobrze wysiądę :) Cieszę się ogromnie, że Was poznam, mimo że ostatnio mało aktywna jestem w blogosferze. I z tego miejsca dziękuję mojej Siostrze, dzięki której (i z którą) jadę!

owsianka z zarodkami pszennymi, kakao i ciecierzycą

piątek, 24 lipca 2015

potrzeba uwolnienia myśli

Już kiedyś wspominałam, że wiele się u mnie dzieje, a ja sama zaczynam się zmieniać. Co wywołuje te rewolucje? Ludzie, którymi się otaczam, dużo rozmów, zmuszenie do ponownego włączenia przycisku "uczucia" (który został wyłączony naprawdę-w pewnym momencie osiągnęłam perfekcję w kompletnym braku uczuć), chęć usamodzielnienia się, poczucie odpowiedzialności nie tylko za siebie. Podejmuję się rzeczy, których nie zrobiłabym do tej pory. Ryzykuje, z obawą zawsze, ale jednak. Coraz częściej kieruje mną motto "carpe diem" i że życie jest jedno jedyne. Zaczynam też zauważać istotną rzecz: moje myślenie przekłada się na całokształt. Nic się samo nie stanie, nikt za mnie nie zrealizuje moich marzeń, bym to ja czuła się spełniona. 
Zwykle jak tylko coś mi się udawało, to myślałam, że a) to fart b) głupi ma zawsze szczęście c) przypadek, który wcale nie musi się dobrze skończyć. Nigdy nie było mojej zasługi, nie myślałam w sposób "zasłużyłaś sobie na to!". I co teraz? Teraz zaczynam sama sobie udowadniać wewnętrzną siłę. Jak? Robiąc często sobie na przekór, ale w dobrym celu. 
Załatwiłam sobie na weekend pracę na promocji, dzisiaj 5h, a w sobotę i niedzielę po 10h. Pewna byłam, że tego nie ogarnę. I co? Ogarnęłam. To takie proste aspekty, które sprawiają mi frajdę. Mało tego, jest to praca stojąca, więc mimo tego, że dzisiaj była połowa tego, co będzie jutro, kolana odmawiały mi posłuszeństwa pod koniec, a wracając człapałam jak emeryt. Co zrobiłam po przyjściu? Od raz włożyłam buty do biegania i pomknęłam. Pomyślałam, że mam gdzieś zaduch, mam gdzieś deszczowe chmury, mam gdzieś, że zaraz będzie ciemno, mam gdzieś zmęczenie. NIE MUSZĘ, ALE CHCĘ. Kolejna ważna rzecz: nie traktuję już tego jako swego rodzaju karę, a jako przyjemność. Robię to dla siebie. Godzina sam na sam z myślami (lub właśnie ich brakiem, bo to dobry sposób na oderwanie się od nich). Były przerwy, które normalnie by mnie zdołowały, ale nie aktualnie, bo nie liczy się prędkość, a efekt, czyli uwolnienie endorfin. Długa droga przede mną do osiągnięcia harmonii, ale walczę, co jest dla mnie bardzo istotne. Żyję: ze sobą, dla ludzi, chwilą.

piątek, 10 lipca 2015

398. mały sukces :)

Bardzo przepraszam za to, że wczoraj nic nie napisałam, ale miałam pewne komplikacje w rekrutacji i wolałam nic nie napisać, niż co rusz używać słów "chyba, może" itp. Moja wina to była, niedopatrzenie w rekrutacji, na szczęście wszystko dobrze się skończyło i dostałam się na Politechnikę Śląską :) I jeszcze raz dziękuję za wszystkie gratulacje na instagramie :* Teraz pozostaje mi kciukać za tych, którzy wciąż czekają!

Sporo się ostatnio u mnie dzieje, głównie w sferze uczuciowej, co wymusza we mnie różne zmiany w podejściu do życia i ogólnym myśleniu, a jak do tej pory zamknięta byłam na jakiekolwiek mini-rewolucje, tak teraz już inaczej do tego podchodzę. To niesamowite, ile potrafi się zmienić w krótkim czasie i wiecie co jest najlepsze? Że to przez zupełny przypadek. Jednak nie da się życia planować za bardzo, bo potrafi się ono zmienić o 180 stopni i to najczęściej w momencie, gdy kompletnie się tego nie spodziewamy... ;)

podwójna* owsianka z ciecierzycą, cukinią, jabłkiem, cynamonem i serkiem wiejskim

*kasza owsiana+płatki

czwartek, 2 lipca 2015

393. udany początek

Pierwszy dzień miesiąca przeżyłam w miarę należycie, pomijając chwilowy brak energii. Rano porządny trening na siłowni z krótkim biegiem na bieżni na koniec, uzupełnienie zapasów strączków, po południu poszłam biegać, a wieczorem z przyjaciółką delikatnie oblać matury :D Dawno nie biegałam tak w terenie, a chciałam wypróbować nowe buty i biegałoby mi się rewelacyjnie, gdyby nie problemy żołądkowe, które nakazywały co chwilę robić przerwę. No, ale 10km przetruchtane, więc jestem zadowolona ;)
Dziękuję za wczorajsze gratulacje :)

jaglanka na kompocie rabarbarowo-jabłkowym z cynamonem, lnem, serkiem wiejskim, migdałami i zimnym mlekiem

poniedziałek, 29 czerwca 2015

390. chęć zmian

Bierność. Bardzo popularna "choroba". Sama potrafię ją u siebie zdiagnozować, a to już i tak duży sukces, bo teraz trzeba tylko wykombinować lekarstwo. Zatem muszę się zorganizować. Dostrzec, że to wszystko nie jest takie trudne, gdy się zacznie działać, a nie jedynie wyobrażać. Nie wierzę zbytnio we własne siły i zdolności, zawsze znajduję na powodzenia jakieś wytłumaczenie. Wszystko dzieje się dzięki czemuś/komuś, tak jakbym była jedynie poddawana różnorakim czynnikom, a sama nie miała wpływu na to, czy odniosę sukces, czy też porażkę. Od tego należałoby zacząć-zrozumieć, że siła jest w nas, docenić to, co się robi i kim się jest. Ciężko będzie, bo negatywne podejście mam odkąd sięgam pamięcią, ale jakoś perspektywa wakacji i nadchodzących zmian motywuje mnie. Zacząć działać. Zacząć wierzyć. Zapamiętać. 

Jak miło mieć wolny poniedziałek.... :)

fasolowo-kakaowe placki podane z zsiadłym mlekiem


PRZEPIS
-100g czerwonej fasoli (z puszki/ugotowanej)
-jajko
-10g kakao
-20g mąki gryczanej
-zsiadłe mleko/kefir/maślanka (do konsystencji, u mnie ~40g)
-łyżeczka lnu
-słodzidło, szczypta soli
-odrobina tłuszczu do smażenia (można pominąć)
Oddzielić żółtko od białka, białko ubić ze szczyptą soli na sztywną pianę. Resztę składników zblendować, dodać pianę, delikatnie wymieszać. Smażyć pod przykryciem (dałam ok. łyżeczkę roztopionego masła do masy).
WARTOŚCI ODŻYWCZE: 317kcal, 22,9g białka, 11,7g tłuszczu, 30,4g węglowodanów

niedziela, 31 maja 2015

372. dorosłość? + LBA cz. 2

Jak wiele może wydarzyć się w tydzień? Ano wiele. Pozmieniało się u mnie i nawet nie obejrzałam się kiedy. Życie mam teraz bardzo intensywne, stąd tak rzadko będę się pojawiała (chociaż w tym tygodniu na 2. zmianę, więc może nie będzie tak źle ;)). Muszę ogarnąć studia i wiele innych, istotnych rzeczy. Już nie pamiętam jak to było chodzić do szkoły, nowa rzeczywistość przejęła w zupełności kontrolę. Chyba z takim trybem życia mi lepiej, choć ciężej niewątpliwie, bo czuję, że zaczynam wkraczać w dorosłość, której nigdy nie chciałam.

Dzisiaj urodziny mojego taty (najlepszego :*), upiekłam więc dla siebie i siostry dietetyczne ciacho z cukinii, a skoro piekarnik już odpalony, to i babeczki rabarbarowe na śniadanie się załapały ;)


Zostałam po raz kolejny nominowana do zabawy w Liebster Blog Award, dziękuję :) 
Pytania od Kiki:
1. Ulubione połączenie smakowe? 
jabłko+cynamon, cukinia+kakao, banan+gryka
2. Co Ci poprawia humor?
wieczory ze znajomymi, sport, zakupy
3. Co w sobie lubisz najbardziej?
paznokcie, jeśli tylko dbam o dietę i są w dobrej kondycji ;)
4. Twój największy kulinarny niewypał? ;P
pierwsze w życiu kluski lane jabłkowe... wyszła zupa mączna z pływającym jabłkiem :P 
5. Jakiego produktu/dania chciałabyś spróbować najbardziej?
nasion chia, karobu, hummusu
6. Jak wyglądałby Twój idealny poranek?
ciepła, gęsta owsianka z orzechami jedzona w towarzystwie lekkich promyków słońca, najlepiej po porannej przebieżce ;)
7. Owoce czy warzywa?
ciężko mi ocenić, uwielbiam oba!
8. Dlaczego założyłaś bloga?
by mieć motywację do dbałości o rozmaitość posiłków
9. Masz już jakieś plany wakacyjne?
praca, praca... i Ostrawa na weekend ;)
10. Jaki posiłek/produkt kojarzy Ci się z dzieciństwem?
racuchy z cukrem pudrem:)
11. Co chciałabyś osiągnąć w tym roku?
pokonać niektóre bariery, przez które jestem za bardzo wycofana


Kolejna dawka pytań, tym razem od Sonii :)
1. Owsianka czy jaglanka?
owsianka!
2. Placki czy omlet?
placki :D
3. Twoje poranne przyzwyczajenia
porządne mycie twarzy letnią wodą i tuż po tym-robienie kawy, makijaż i dopiero na końcu śniadanie ;)
4. Od kiedy prowadzisz bloga?
od ok.2 lat
5. Co jest Twoją największą zaletą?
jestem wymagająca w stosunku do siebie i sumienna 
6. Gdzie widzisz siebie za 5lat?
już raz pisałam-jako panią dietetyk w centrum wielkiego miasta tuż przy siłowni i fitnessie, a najlepiej to w takiej akademii zdrowia i ruchu :P
7. Gdybyś mogła spędzić wakacje wszędzie, gdzie byś chciała, które miejsce byś wybrała?
gdzieś, gdzie poranki i wieczory wymagają włożenia cienkiego sweterka, a w dzień świeci słońce i wieje lekki wiatr; gdzieś, gdzie mogę wylegiwać się na plaży i jednocześnie wybrać się na wycieczkę po górach; w centrum miasta w nocy tętni życiem, a ja mieszkam na uboczu, by w każdej chwili móc się wyciszyć ;)
8. Twoje największe marzenie
szczęście poprzez poczucie spełnienia
9. 3 słowa, które Cię opisują
totalny misz-masz :)
10. piosenka, której nigdy nie będziesz miała dość
Hurts-Wonderful life
11. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa
poranki, gdy tata wracał w nocy na kilka dni, pracując za granicą-zawsze spałam, gdy przyjeżdżał, ale rano budziłam go o 6 ;)

poniedziałek, 25 maja 2015

369. liebster blog award

Fajny numer śniadania :D

biała kasza gryczana z cukinią, pomarańczą (w środku), kakao, serkiem wiejskim i nerkowcami



Liebster Blog Award


Zostałam nominowana do zabawy przez Cynamonową z porannego talerza i dziękuję bardzo! ;) 
1. Co daje Ci blog?
Zdecydowanie bardziej przykładam się do śniadań, kombinuję z nimi, próbuję nowych połączeń.
2. Jaka jest Twoja największa słabość?
Jeśli chodzi o kwestie kulinarne: orzechy, nasiona i.. słodycze :P, a poza tą tematyką: muzyka, od której jestem uzależniona i kupowanie kubków/miseczek itp. 
3. Twoje największe odkrycie kulinarne (produkt, danie)?
Strączkowe ciasta, no uwielbiam je :D
4. Jaką największą walkę w życiu stoczyłeś?
Ze swoją psychiką kilka lat temu, żeby widzieć w lustrze to, co jest w rzeczywistości.
5. Co napawa Cię największą dumą?
5 z matmy :D I to, że jednak potrafię przebiec dyszkę w mniej niż godzinę haha :D
6. Gdzie widzisz siebie za kilka najbliższych lat?
Dietetyk współpracujący ze znakomicie prosperującą siłownią w wielkim mieście, najlepiej we Wrocławiu, a po godzinach prowadzenie również zajęć fitness :D 
7. Czego najczęściej szukasz w blogosferze (motywacji, pomysłów itp.)?
Kupuję produkt, a później szukam tagu z nim na blogach i tak potrafię przez 2h szukać inspiracji, ale w koncu zwykle wychodzi na to, że jednak decyduję się na coś tradycyjnego :)
8. Co sprawia Ci największą przyjemność?
Zrobienie czegoś samodzielnie od A do Z.
9. Jaką piosenką, Twoim zdaniem, najlepiej zacząć dzień?
Nie potrafię na to odpowiedzieć, kocham muzykę jako samą w sobie, słucham dosłownie niemal wszystkiego i zależy to od mojego nastroju.
10. Co ma w Twoim życiu największe znaczenie?
Życie w zgodzie z własną naturą, a nie tym, co modne, co wypada.
11. Co miłego Ci się dziś przydarzyło? :)
Może lepiej napiszę o wczorajszym dniu :P Dostałam mnóstwo buziaków od chrześniaka! 

Do zabawy nominuję: AgnieszkęJulię, Gosię, EwęPatrycję KPatrycję i Magda Lenę :)
Pytania:
1. Sposób na uśmiech, czyli Twoje źródło pozytywnej energii.
2. Ukochane połączenie smakowe?
3. Twój sposób na zabicie nudy?
4. Dzień bez czego jest dniem straconym?
5. Najbardziej znienawidzona potrawa?
6. 3 rzeczy/cechy, które czynią Cię wyjątkową? :D 
7. Najbardziej szalona rzecz, którą zrobiłaś/chciałabyś zrobić?
8. Twoje motto życiowe lub słowa, które wyjątkowo zapadły Ci w pamięć?
9. Masz 3 życzenia - na co je wykorzystasz?

sobota, 16 maja 2015

361. łapię oddech

No, to jeszcze tylko poniedziałek i mam z głowy matury... Czuję taką wolność, to aż nie do opisania jest. Ten rok szkolny, a raczej jego II semestr, będę pamiętała na długo. Najnormalniej w świecie brak czasu na cokolwiek, wszystko na już teraz zaraz, a najlepiej na wczoraj. Poniekąd sama sobie takiego piwa nawarzyłam, bo powinnam przygotowania zacząć od września, dlatego przestroga dla przyszłych maturzystów: zaczynajcie wcześniej, zmotywujcie się. 
Z chemii spodziewałam się czegoś dużo gorszego, więc humor wczoraj mi dopisywał :) Ze względu na punktacje (m.in. zadania za 1pkt, gdzie trzeba zrobić każdy podpunkt dobrze, by go otrzymać), mój wynik nie będzie jakoś specjalnie wybitny, ale na dietetykę potrzebuję min. 60%, a z tego co sprawdzałam - powinnam uzyskać troszkę więcej :) Jedno mogę stwierdzić: arkusze odstają od innych do tej pory.
Po psychicznym wyczerpaniu musiałam wczoraj jeszcze dobić się fizycznie, bo jednocześnie wtedy mózg odpoczywa. Dlatego miałam aktywny dzień, bo zakupy, sprzątanie i bieg, którego tak bardzo mi się chciało, że nie mogłam się doczekać, aż minie racjonalny czas od obiadu ;) 
Teraz czas nadrabiać zaległości w życiu towarzyskim, w książkach, filmach... I póki co nie myślę o niczym. Łapię oddech.

orkiszowy carski omlet* z serkiem wiejskim

*jabłko+duuużo cynamonu

czwartek, 14 maja 2015

359. mój faworyt

Chciałam się wczoraj pojawić, ale śniadanie nie chciało, więc jestem dzisiaj :P 
Polski poszedł jako tako, bo na 70%, ale przyznaję, że temat miałam beznadziejny - obraz "Nocy Świętojańskiej" i jak artystę inspiruje kultura ludowa. Powołałam się na "Wesele", "Chłopów" i "Dziady cz. II", czyli lektury, których nie czytałam i przy późniejszej rozmowie niestety to wyszło. A tak liczyłam na jakiś temat z podróżami lub wieloznacznością tytułu... ;) 
Jutro chemia. Nie czuję się dobrze przygotowana... I znowu sypiam po 4h. Znowu skacze mi cukier, słabnę i ciągle się trzęsę. Włosy nigdy nie wypadały mi w takiej ilości-są dosłownie wszędzie. Pęka skóra, jest strasznie sucha, a przecież balsamuję. Mam nadzieję, że po maturach się wykuruję. Stres to paskudna rzecz!

orkiszowe kluski z serka wiejskiego podane z jabłkiem duszonym z cynamonem


Uwielbiam je!

sobota, 9 maja 2015

356. na ochłodę

Wczoraj nie mogłam się zbytnio pozbierać. Takiej huśtawki nastrojów dawno nie miałam. Nie mogłam spać jakoś od 4-5, przed 6 się poddałam i wstałam. Myśli nie dawały mi spokoju, bo na wielu płaszczyznach zawiodłam samą siebie. Po jakimś czasie wkradło się optymistyczne nastawienie, a potem znowu.. no właśnie, jak to nazwać. Smutek to nie jest. Jest mi po prostu obojętne, co się wokół mnie i ze mną dzieje. I nie, to nie jest spowodowane tylko jakąś tam maturą z biologii, która poszła mi kiepsko. Aż tak bardzo się tym nie przejmuję. Prawdą jest jednak, że jak się coś na człowieka zwala, to kilkanaście rzeczy jednocześnie i po prostu ciężar przytłacza. Co zrobić? Czekać. Tylko czekać.

nocna piankowa* jaglanka z cukinią, kakao i ricottą
*ubite białko+żelatyna


Wróciła ricotta do Lidla, wreszcie! Ale jakaś inna w smaku.

czwartek, 7 maja 2015

355. troszkę o mnie

Pobudka o kilkanaście minut później niż zwykle. Zwykłe, proste śniadanie i zaraz kolejne powtórki do dzisiejszej matury z biologii. Wiem, że niby już się nie powinno, ale ja powinnam :P O kciuki proszę o 14 bardzo bardzo!

owsiana kasza z cukinią, kakao, lnem i serkiem wiejskim


20 faktów o mnie - instagramowa zabawa, w której zostałam nominowana, ale z przyczyn osobistych na instagramie nie chciałam się tak uzewnętrzniać, a tutaj mogę, więc sobie przenoszę odpowiedzi tutaj. Może ktoś chce wziąć udział? Zapraszam wszystkich, możemy to poszerzyć o naszą blogosferę! Lubię czytać takie fakty, bo sporo ciekawych rzeczy idzie się dowiedzieć o Was :)
Zaczynamy.
1. Urodziłam się we wrześniu, czyli najbardziej znienawidzonej przeze mnie pory roku  (z październikiem i listopadem na czele). Poważnie. Jedyne, co lubię w jesieni, to smaki w kuchni ;)
2. Miałam dość burzliwy okres dojrzewania, ale w wieku 13-14 lat wyszłam na prostą i w tym samym czasie przeszłam na dietę.
3. Tak, miałam (lub mam? nie wiem) zaburzenia odżywiania, w krytycznym momencie moja waga wynosiła 46kg.
4. Jestem leniwa :P
5. Zawsze robię wszystko na ostatnią chwilę.
6. Mam zdecydowanie zbyt hedonistyczne podejście do życia, bo we wszystkim szukam przyjemności. Chyba jedynie sport pod to nie podchodzi, bo ćwiczę mimo bólu, a frajdę odczuwam jedynie po zakończonym treningu :D
7. Przez 2 lata, przed założeniem bloga, jadałam dzień w dzień to samo śniadanie i kolację. Rano owsianka na mleku i wodzie, na kolację twaróg z jogurtem. Nic innego :P
8. Brak mi pewności siebie i jeśli coś mi się udaje, to zawdzięczam to okolicznościom, ludziom wówczas obecnym, głupiemu szczęściu, ale bardzo rzadko sobie samej.
9. Nienawidzę publicznych wystąpień, a nawet zwykłego zabierania głosu w większej grupie-momentalnie dostaję wypieków na twarzy, robi mi się gorąco, drży mi głos i plotę trzy po trzy.
10. Źle znoszę jakiekolwiek zmiany. Długo zajmuje mi przyzwyczajanie się do czegoś nowego. W liceum zaczęłam czuć się swobodniej dopiero w II klasie, ale to stopniowo.
11. Cholernie przywiązuję się do ludzi i w głowie mam wiecznie żywe wspomnienia, które są wyidealizowane i przez to marzę o czymś nierealnym, zamykając się na teraźniejszość.
12. Życie bez muzyki? Dziękuję, rezygnuję, bo to nie ma sensu :P
13. W kwestiach smakowych nie wyobrażam sobie życia bez: strączków (!), kawy, jabłek, cynamonu, serka wiejskiego, słonecznika, czekolady, marchewki i kasz wszelkiego rodzaju.
14. Odkąd pamiętam jestem rannym ptaszkiem.
15. Wychodzę z założenia, że lepiej nastawić się z góry na porażkę i miło się zaskoczyć niż na odwrót. Dlatego też często w planach rozważam sytuację, w której kompletnie mi się nie powodzi-czuję się pewniej wiedząc, że mam plan awaryjny.
16. Uwielbiam powracać do jakichś rzeczy, np. oglądać setny raz ten sam film, słuchać od lat systematycznie jakiejś piosenki, w wakacje jeździć w to samo miejsce do tego samego hotelu itp. itd. :P
17. Jestem niezorganizowana i roztrzepana, choć sprawiam wrażenie bardzo poukładanej.
18. W ciągu dnia zawsze muszę znaleźć chwilę tylko i wyłącznie dla siebie i swoich myśli.
19. Od 2,5 roku kręcę hula hopem, choć początkowo nie umiałam zakręcić więcej niż 3 razy. Można? Można. To akurat zawdzięczam sobie, nawiązując do 8. punktu.
20. Albo dążę do perfekcji, albo całkowicie odpuszczam. Nic pośrodku.

wtorek, 28 kwietnia 2015

347. błędy w żywieniu

Błędy żywieniowe zdarzają się każdemu, kto mając niezdrowe nawyki rozpoczyna starania o prawidłowy jadłospis. I dobrze, że się zdarzają, bo w końcu na błędach się uczymy i możemy innym służyć radą. Kluczem do sukcesu jest zauważenie i eliminacja tego, co robimy źle, ale przedtem musimy zrobić porządny "rachunek sumienia". Właśnie dlatego zdecydowałam się na tego posta. Do tej pory myślałam tylko o tym, co powinnam zmienić, ale efekt był taki, że trzymałam się wyznaczonych zasad bardzo krótko, praktycznie do momentu, gdy nie nastał głód. Gdy organizm domaga się jedzenia, nie ma mocnych-człowiek myśli tylko o tym, by coś zjeść. Nie mając pod ręką niczego wartościowego, bądź-co gorsze, będąc na mieście, idzie do marketu po coś hermetycznie pakowanego, wrzuca w siebie, a potem przeraża się na widok etykiety, która ukazuje mu, że jego pyszny, delikatny rogalik z czekoladowym nadzieniem to tak naprawdę samo EEE, syrop g-f, utwardzone tłuszcze, barwniki itp. itd. Oczywiście tym przykładem uogólniam wszystko, bo wiadomo, że gdy się wyrobi w sobie dobre nawyki, problem znika. 
Od kilku lat trzymałam się sztywnych reguł dotyczących odżywiania i choć ludzie wokół sądzili, że przestrzegam ich trochę za bardzo, to jednak teraz wolałabym znów do tego wrócić, niż kontynuować to, co robię od jakiegoś czasu. Długo zabierałam się za zmiany, ale nie umiałam ich dokonać, bo na myśl o kolejnych walkach ze swoją osobą (a raczej z tym, co siedzi w głowie), po prostu mi się odechciewało. Nadszedł czas, że jestem gotowa, w związku z tym przychodzi pora na rachunek sumienia ;)

1. NIERACJONALNE PRZEWIDYWANIE

Jednego dnia zjadłam za dużo, więc co zrobię? Kolejnego dnia wyznaczę sobie jadłospis w stylu 1300kcal, przy czym na kolację zjem pół serka wiejskiego, zapomnę o głodzie i poćwiczę, żeby spalić poprzednią nadwyżkę. Jak to wygląda w rzeczywistości, gdy dzień pokuty nadejdzie? Po śniadaniu okej, ćwiczę, zwykle nawet intensywnie, potem zjem coś lekkiego i.. spada drastycznie poziom cukru, zaczynam się trząść, jestem rozdrażniona, głodna, a tyle zadań przede mną jeszcze no i jak ja mam się do nich zmobilizować, gdy ciało odmawia posłuszeństwa... Początkowo walczę, ale w końcu myślę "chrzanić to" i na podwieczorek wpada drugie tyle kalorii, ile planowałam. No, to planuję kolejny dzień i sytuacja się powtarza.

2. TYLE POTU WYLAŁAM-NALEŻY MI SIĘ

To najbardziej irytująca w moim trybie życia rzecz. Pójdę pobiegać, zrobię powiedzmy te 12km, przyjdę do domu, zjem ładnie (czyt. mało i lekko, czyli niekoniecznie ładnie), a za 2-3h zaczynam się paskudnie czuć, więc idę po coś do sklepu, co ma sporo cukru i naładuje mi akumulatory. Zjadam, a potem nie mogę się na niczym skupić, bo myślę sobie o tym, ile wysiłku zmarnowałam na puste jedzenie.

3. ŻYCIE MA BYĆ PRZYJEMNOŚCIĄ

Przemawia przeze mnie hedonizm i nie ukrywam tego. Są ludzie, którzy za słodyczami nie przepadają-szczerze zazdroszczę, dla mnie to mógłby być jedyny smak, jaki istnieje :P Oczywiście, że życie ma być przyjemnością, ale wszystko zależy od tego, co dla nas kryje się pod tym słowem. Jak ktoś zaczyna przestrzegać diet to nagle myśli o jedzeniu inaczej, niż o źródle energii, w związku z czym traktuje je jako coś bardzo istotnego, mogącego przynosić dyskomfort lub radość. Tak więc w chwilach, gdy mam ochotę na słodycze, kupuję je, bo myślę sobie, że życie jest za krótkie. Co mam w zamian? Wyrzuty sumienia, po jakimś czasie + kilka kg na wadze i problemy z układem trawiennym.

4. WSZYSCY JEDZĄ, TO CZEMU MAM SOBIE ODMAWIAĆ?

Rasowy przykład. Idziecie ze znajomymi coś zjeść, oni kupują słodycze/fast-foody i wy, mając możliwość kupna czegoś zdrowszego, ulegacie pokusie i zajadacie razem z nimi. Bo zapach, bo wygląd, bo nie możecie się oprzeć. Co się z tym wiąże? Często unikanie wychodzenia z innymi z obawy przed brakiem kontroli. A dodatkowo, samotnie jesteśmy nieszczęśliwi i w samotności jeść lubimy...

5. NUDZI MI SIĘ...

... to zjem. Nieważne, że obiad był godzinę temu. Nudę trzeba zajeść, bo w nudzie, mimo że leniwie, chyba metabolizm nam przyspiesza, bo nagle żołądek się odzywa. Nie, to my sobie wmawiamy, że jesteśmy głodni, choć ciężko niekiedy to pojąć. 

6. ZAJADANIE EMOCJI

To chyba nie wymaga komentarza... Zajadanie emocji i stresu zamiast pomagać-szkodzi. Nie tylko sylwetce. Psychice głównie.

7. SZYBKIE UCZUCIE SYTOŚCI

Czyli jedzenie w pośpiechu, byle nie czuć tego wstrętnego głodu. Skutkuje to tym, że wrzucamy w siebie zdecydowanie za dużo, nie skupiając się nawet na smaku, a jedynie na uspokojeniu żołądka. Po 30 minutach jesteśmy przejedzeni, zmęczeni i ociężali. A przecież wystarczy wypić szklankę wody, jeść pomału, delektując się smakiem i dać czas na to, by informacja o najedzeniu dotarła do mózgu. 

To są, przyznaję się bez bicia, moje podstawowe problemy, z którymi się borykam. Czas je wreszcie zmienić, teraz mam je w jednym miejscu i będę zwalczała. Tak więc szykuje się kolejny wpis, w którym opiszę metody działania.
Wszelkie uwagi, porady lub Wasze doświadczenia w tej kwestii przeczytam z chęcią!

piątek, 3 kwietnia 2015

325. orkiszowo, marchewkowo, piernikowo

Późnym wieczorem placki smażę*, w całym domu pachnie jak na święta Bożego Narodzenia przez przyprawę do piernika, a jak się wyjrzy za okno to w sumie zapominając o rzeczywistości można by pomyśleć, że niebawem Wigilia.
Wczoraj się nie popisałam-ale mówi się trudno i żyje się dalej, więc dzisiaj walczę, szukam tej silnej strony swojej osobowości i choć wiem, co powinnam zmieniać, to jakoś nie umiem się zebrać, by rozpocząć rewolucje, bo... nie chce mi się i już. Ale dzisiejszy dzień będzie na plus. Zobaczycie, udowodnię to, jutro będę dumna!
*rano śpiących domowników nie chcę budzić, a pospać tak długo jak wczoraj nie miałam zamiaru, bo dzień był jakiś krótki i leniwy taki, a ja długo opuchnięta.

orkiszowe placki piernikowe z marchewką i daktylami, podane z twarogiem wymieszanym z waniliową śmietanką Walden Farms 

PRZEPIS
-średnia marchewka
-kilka daktyli
-średnie jajko
-45g mąki orkiszowej
-łyżeczka lnu
-przyprawa do piernika
-szczypta proszku do pieczenia
Marchewkę zetrzeć jak kto lubi (ja miałam misz-masz, czyli startą drobno i grubo), dodać do niej jajko, przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia, przyprawę do piernika i len. Wszystko dobrze wymieszać, jeśli będzie za gęste to rozrzedzić (u mnie lekko gazowana woda). Daktyle opłukać na sitku gorącą wodą, potem pokroić i wrzucić do masy. Smażyć pod przykryciem na dobrze rozgrzanej patelni, najlepiej na odrobinie tłuszczu (jako fanka maślanego posmaku dodałam do masy pół łyżeczki roztopionego klarowanego masła-genialne).

ASK

poniedziałek, 30 marca 2015

30/31

Poniedziałek. Na szczęście piątek przesuwa się na środę ;) Aczkolwiek to nie przeszkadza w tym, żebym miała 5 testów w tym tygodniu... Kolejne niezaliczenia do kolekcji? Czemu nie. Niestety, ale talentu do słówek z języka obcego mieć nie będę i zbyt dużo cennego czasu musiałabym na ich wykucie poświęcić. Tak mi się marzy 19. maja... By było już po wszystkim, po ustnych, niech będzie co ma być, byle zdać. Chyba oswoiłam się z myślą, że za rok być może będę poprawiała wyniki.
Dzisiaj do neurologa, niby w kwestii omówienia badania, ale głównie po tabletki życia... ;)
A śniadanie? Proste takie, zwyczajne, bez polotu.

marchewkowo-cytrynowa owsianka z budyniem, przyprawą korzenną, lnem, twarogiem i orzechami włoskimi


piątek, 20 marca 2015

20/31 lody na diecie? zawsze!

Dziękuję za komentarze pod środowym postem. Fajnie wiedzieć, że można w razie czego mieć w kimś wsparcie, takie wirtualne nawet :) Tylko wiecie, jak to jest. Pisać łatwo, czytać też (choć trochę mniej), ale w praktyce.. Ciężko. Szczególnie, gdy motywacja spada momentami do minimum, a nawet poniżej, dlatego staram się "nadgonić" czymś innym, co zwykle mi wychodziło, ale nie zawsze można być w formie. Śpiąc dziennie po 4-5h nie umiem zbyt normalnie funkcjonować (dla niektórych to i tak sporo, jednak mój organizm wymaga sprawdzonych już 7h, których notorycznie nie wyrabiam). Pozostaje zacisnąć pasa i dawać z siebie wszystko, na odpoczynek przyjdzie kiedyś czas. Czy chcę, czy nie - muszę działać na pełnych obrotach i liczę na to, że to kwestia przyzwyczajenia ;)

A teraz słów kilka o dzisiejszym śniadaniu, które było jednym z lepszych, jakie jadłam do tej pory ;) Coś czuję, że w lato zacznę się zdrowiej odżywiać, bo takie lody są dużo lepsze od kupnych :D Specjalnie zblendowałam całość niezbyt dokładnie, żeby ciecierzyca była w drobnych kawałkach dla konsystencji. Rewelacja.

lody bananowo-ciecierzycowe (?)

PRZEPIS
inspirowana Ewą :) 
-100g ugotowanej, zamrożonej ciecierzycy
-zamrożony banan
-20g mleka w proszku
-łyżeczka lnu
-odrobina gorącej wody
Wszystko zblendować ;)

ASK

środa, 18 marca 2015

18/31 z braku czasu

Porażki są tak cholernie deprymujące... Brak mi nadziei na dobrze zdaną maturę, nie mogę się kompletnie na niczym skupić, a na dzisiejszy test z ewolucji wkuwałam cały wczorajszy dzień, kilka dobrych godzin i co? Nadal mam pustkę w głowie. 
Do tego wczoraj poszłam biegać i po 4km musiałam robić przerwy co rusz, przez kolejno: ból brzucha omal nie wywołał wymiotów, ból głowy i piszczeli. 7km przyszło mi naprawdę z trudem, szczególnie, że pod wiatr. 
Zawodzę sama siebie. Wiem, że bez porażek nie ma sukcesów, ale mam wrażenie, że ja się o te sukcesy w ogóle nie staram, po prostu brak mi mocy i chęci jakiejkolwiek, a gdy podejmuję próbę-zostaję zgaszona przez własny organizm.

Dzisiejsze śniadanie sponsoruje wczorajszy pośpiech. Zrobiłam je na szybko, żeby ze wszystkim się wyrobić i móc uczyć. Siedziałam nad książkami do późna (jak na siebie), więc chciałam dzisiaj chociaż kilkanaście minut dłużej pospać, chociaż nie wyszło, bo wstałam przed budzikiem. A to śniadanie można zrobić w trymiga, zalać płatki, poczekać chwilę, aż wchłoną płyn, posłodzić, dolać kefir, rozpuszczoną żelatynę, do lodówki na noc i rano tylko wyjąć z lodówki. Polecam ;)

nocna owsianka z kefirem, grejpfrutem, orzechami włoskimi i przyprawą do piernika


poniedziałek, 9 marca 2015

9/31 ricotta hotcakes

Tydzień ostatnich próbnych matur. Naprawdę, niech już będzie ten cholerny 18. maja, godzina 17, kiedy będę po ostatnim egzaminie maturalnym, ustnym wtedy, z angielskiego. Po dość już mam, chemię próbuję zrozumieć, bo od tego roku szkolnego jakbym dostała amnezji i przestałam cokolwiek z niej ogarniać. 
A głowa i ciśnienie wariuje jak diabli, dnia bez leków nie ma i nieustający ból, do którego wyjątkowo nie umiem przywyknąć...
Na pocieszenie ukochane placki mam. Bo jak ricotta, to koniecznie w takiej postaci :) Borówek tylko mi brak było, ale przecież grejpfrut równie smaczny! Tylko nie doczekał zdjęcia...

ricotta hotcakes z sosem czekoladowym Walden Farms; grejpfrut


niedziela, 1 marca 2015

zaczynamy! 1/31

Kolejny miesiąc tego roku. A dopiero był sylwester przecież...
Marzec to dla mnie istotny miesiąc, bo mam na niego trochę planów. Po pierwsze - konkretna redukcja. Nie zakładam, ile mam stracić, bo to niepotrzebna presja, każdy spadek mile widziany. Od jakiegoś czasu zaczęłam jeść nieco inaczej i chyba mi to służy, więc tego będę się trzymała ;) Po drugie - matura. Koniec z marnowaniem czasu na bzdety, zadanka same się nie zrobią, a 3 książki do biologii same do głowy nie wejdą, niestety :P Po trzecie - zmienić podejście choć odrobinę, cieszyć się tym, co mam i z problemami radzić sobie inaczej niż do tej pory.
To takie moje 3 kroki do szczęścia i spełnienia i jedyne, o co proszę, to odrobina wsparcia... ;)

kasza gryczana biała ze szpinakiem, kakao i migdałami; grejpfrut